Byłem w piekle! Nie polecam! Maciej Sikorski


Byłem w piekle. Nie polecam. Maciej Sikorski.

Głupia historia zaćpania się marihuaną, heroiną i kościołem katolickim. Maciej Sikorski jest m.in. założycielem narkomańsko-sekciarskiego pseudo teatru Exit. Zamienił chlanie wina i ćpanie narkotyków na typowe uzależnienie od sekty maryjno-katolickiego zwiedzenia satanicznego.

Opowieść o pełnej zawirowań, pęknięć i bezdroży wędrówce strasznie zagubionego młodego człowieka do odnalezienia istoty życia. Jesteśmy świadkami szukania po omacku, na przekór światu opartemu często na niesprawiedliwych schematach, pozorach i ułudzie, z którymi młody chłopak się nie zgadza. Rozczarowanie katolicką rzeczywistością alkoholizmu i rozwodów, które po raz pierwszy znajduje ujście w głupkowato wypalonym w wieku 14 lat joincie, po latach ma finał w wannie wypełnionej własną krwią. 

Maciej_Sikorski-Byłem_w_piekle-Nie_polecam

Jest rok 1974, a Maciek Sikorski jest świeżo po rozstaniu swoich rodziców i wyprowadzce wraz z matką i siostrą do innego miasta. Ma trudności z wejściem w nową grupę rówieśniczą. „Przytłaczająca betonowa pustynia, wszechogarniające kłamstwo” – tak w skrócie jawi się jego rzeczywistość osadzona w jednym z blokowisk w Tychach na Śląsku. Ukojenie znajduje początkowo w muzyce Dżemu. Poznaje osobiście wokalistę tej grupy, Ryśka Riedla, który jest jego idolem. Nastolatek otwiera się stopniowo na nowe horyzonty (nie)świadomości, wywoływane kolejno przez autodestrukcyjnie ćpaną marihuanę, następnie LSD, ecstasy, grzyby halucynogenne czyli psylocybki etc. W inny świat tzw. zrytych dekli przenosi go nie tylko trujący dym ćpuński, w którym układa wzory i marzy, ale też zboczony seks i alkohol, wino mszalne, na krótko czyniące go nieświadomym i nieprzytomnym, a potem tragicznie skacowanym i zaplutym pijako-ćpunem.

– Mieszkaliśmy w pięknym domu we wsi pod Jarocinem. Tata, jako dyrektor gorzelni, był królem tej wsi. Tę sielankę przerwał rozwód rodziców – wspomina Maciej Sikorski. Gorzelnia to miejsce gdzie produkuje się alkohol – jeden z najplugawszych narkotyków, w tym wino – narkotykową truciznę, wypijaną przez księży w niedzielę aby głupim ciemnym masom wkodować demoniczną drogę upadku prosto do piekła – w pijacką i ćpalną narkomanię eucharystyczną. Niestety, Maciej Sikorski nie wspomina dokładnie dlaczego rodzice się rozwiedli, czy to gorzelniany tata puścił się z jakąś sekretarką ze wsi czy mamusi zachciało się kochanka z Tychów czy może o zdradę z gorzałką chodziło…

– Któregoś dnia Rysiek usłyszał, jak Pudel czy ktoś inny proponuje mi działkę. Zareagował bardzo nerwowo. Od tego czasu nikt już w jego domu nie zaproponował mi ćpania. Dzięki temu zyskałem kilka lat życia, ale nie obroniłem się przed narkotykami – mówił w rozmowie z portalem telewizyjnym Maciej Sikorski. Dziś prywatnie rzekomo na razie szczęśliwy mąż Aliny i ojciec szóstki dzieci, a zawodowo instruktor teatralny, a kilkanaście lat temu człowiek, który jak przyznaje był na samym dnie narkotykowej ćpalni.

Kiedy dziennikarze pytają Maćka, czym było piekło, o którym pisze we wspomnieniach pijacko-ćpuńskich w swojej książce „Byłem w piekle. Nie polecam” odpowiada, że ma ono dla niego kilka wymiarów. – Z jednej strony to stany, w których człowiek się znajduje, z których wydaje się, że nie ma żadnego wyjścia, nie ma dla ciebie nadziei, ale mówiąc o piekle mam również na myśli miejsca, które dane mi było widzieć i które postrzegałem, jako piekło – wyjaśnia. Jak wiadomo narkotyki, nawet jak tylko okazjonalnie zażyte, często dają koszmarne halucynacje graniczące z obłąkaniem, także są przyczyną późniejszego obłędu, zwykle schizofrenii, często paranoi i innych zaburzeń urojeniowych.

Swoista wędrówka przez katolickie Morze Czerwone – jak ją określa Maciej Sikorski – ma tragiczną kulminację w wannie wypełnionej gorącą wodą, zabarwioną na czerwono przez krew wypływającą z rozciętych żył chłopaka. Tak to jest jak się ma w ofercie pseudo duchowości jedynie kościół katolicki a w nim ofertę tak zwanej katolickiej eucharystii czyli niedzielne pijaństwo rytualne rodem z orgiastycznych mszy dionizyjskiej ciemnoty mrocznych wieków. Komunia czyli Połączenie z Bogiem kojarzy się dzieciom od małego z księdzem, który rytualnie upija się przy katolickim ołtarzu co jest przyczyną alkoholizmu i narkomanii narodów skatoliczonych. Tymczasem prawdziwa komunia i prawdziwe zbawienie leży w prawdziwej Jodze rodem ze Wschodu, bo Joga to Droga do Boga, acz oczywiście nie chodzi o katolickie i chrześcijańskie popapranie pseudo jogiczne rodem z USA znane z klubów fitness, gdzie nieudolnie imituje się ćwiczenia gimnastyczne joginów, a instruktorzy US-Shitu nie mają nawet pojęcia czym jest prawdziwa Joga. Prawdziwa Joga rozpoczyna się inicjacyjnym przekazem i błogosławieństwem przyjmowanym od Wschodniego Guru. Nawet w Biblii jest bowiem napisane, że prawdziwe Zbawienie, duchowe Wyzwolenie przychodzi ze Wschodu.

Światło nadjeżdżających pociągów

Miejscem, które jak przyznaje do dziś ma przed oczami i które sam, jako piekło postrzegał, był Dworzec Centralny w Warszawie. – Pełno było tam narkomanów mieszkających w niszach poza peronami. Te osoby, które najbardziej doświadczyły ćpuńskiego dna mieszkały w miejscach pozbawionych światła, pełnych ciemności, na kilku metrach siennika. Jedyne światła, które widzieli to były światła nadjeżdżających pociągów. Zdarzało się, że ginęli pod ich kołami – wspomina narkoman Maciej Sikorski. Narkomania, w tym lepiej znany alkoholizm czy winopilstwo to taka choroba umysłowa, opisywana w podręcznikach psychiatrii, klasyfikowana przez uczonych jako psychotyczny stan umysłu, psychoza wywoływana środkami zażywanymi w celu wywołania kolejnego amoku psychodelicznego, w celu ogłupienia się, odurzenia, wywołania stanu nieistnienia, niebytu. Każda narkomania zawsze jest szkodliwa, nie ma bezpiecznych narkotyków. Ćpanie zawsze ryje dekiel, znaczy uszkadza mózg, pozbawia rozumu. Gautama Buddha zabraniał zażywania środków odurzających, zabraniał pijaństwa i narkotyzowania się. Nie da się połączyć buddyzmu czy jogicznej medytacji z ćpaniem, snifowaniem czy jaraniem narkotycznych uzależniaczy. Dotyczy to szczególnie marihuany, ayahuaski, żabiego jadu, nie tylko wódki i heroiny. 

Maciej-Sikorski-bylem-w-piekle-winomszalnym

Co takiego stało się, że chłopak z rzekomo porządnego domu doświadcza uzależnienia narkotykowego i zaczyna żyć w środowisku tych, których domem jest dworcowy tunel? – Zawsze powtarzam, że pierwszym krokiem do nałogów jest kłamstwo. Człowiek szuka pewnej ulgi, jakiegoś zaspokojenia duchowego. Ktoś kiedyś powiedział, że narkotyki to zła namiastka duchowości, oszustwo, którym zaspokaja się potrzebę miłości – mówi. Mamusia z tatusiem kłamali, ukrywali przed synkiem awanturnicze powody swojego rozwodu, kłamliwie obwiniali się wzajemnie przy dziecku, kłamliwie wybielali przed dzieckiem – to często pierwsze kłamstwo na jakim opiera się świat narkotykowych ćpunków i pijaczków z rozbitych rodzin. Katolicy i chrześcijanie tak mają, że dzieciom o wszystkim kłamią chorobliwie, bredzą jakieś winomszalne urojenia, jakoby dzieci przynosił bocian, albo znajdowało się je w kapuście, a Jezus był jedynym zbawicielem. Prawdę absolutną o tym, że charyzmatyczny boski Guru (Mistrz Duchowy) jest zawsze żywym Zbawicielem, chrześcijaństwo zamieniło na ordynarne szatańskie kłamstwo jakoby Jezus był jedynym Zbawieniem, chociaż samo imię Jezus (Jehoszua) w oryginale znaczy, że Jahwe, Bóg JHWH jest Zbawicielem. Ordynarna plugawość kłamstwa, że Jezus jest jedynym Zbawicielem, polega na tym, że samo imię Jezusa w jego oryginalnym języku wskazuje na kogoś innego jako na Zbawiciela, a dokładnie na samego JHWH, Boga Jahwe, Jahwah Boga. Takie kłamstwa religijne wiodące na manowce i oddalające od Zbawienia wprost do piekieł mogą rozpowszechniać tylko alkoholicy i narkomanii winem mszalnym totalnie zaćpani oraz ich dilerzy.

Aby się uzależnić trzeba zacząć od kłamstwa

Narkoman Maciej Sikorski przyznaje, że był osobą zbuntowaną przeciwko Bogu, komunizmowi i duchowości wschodniej, mistycznej. Potrzebę duchowości „załatwiał” sobie właśnie najpierw przez narkotyki, potem przez filozofię Jezusowego New Age. Nie zrozumiał, że to Jezus stworzył akurat komunę czyli taką komunistyczną wspólnotę duchową, gdzie wszyscy wszystko mieli wspólne i nikt nie posiadał nic własnego, co Marks, Engels i Lenin opracowali naukowo jako zjawisko społeczne. – Naprawdę uważam, że aby się uzależnić trzeba zacząć od kłamstwa. Nikt z tych osób, które opisuję, czy ja sam gdyby wiedział jak kończy się ćpanie, nie podjąłby się tej drogi. Najpierw kłamiesz sam przed sobą, że nie wiesz gdzie się znajdujesz, że trafiasz w nie te miejsca, co potrzeba, poznajesz nie tych ludzi, potem sam siebie oszukujesz, że nie jesteś uzależniony i tych, którzy są wokół ciebie. Prosisz mamę o pieniądze na podręcznik, a przeznaczasz je na narkotyki – mówi.

Maciek Sikorski przyznaje, że wpływ na jego problemy miało to, co działo się w domu rodzinnym. – Nie grała podstawowa rzecz. Gdy miałem 5 lat moi rodzice się rozwiedli. Wcześniej moje dzieciństwo było sielanką. Wielki dom, fortepian, ojciec, którego woził kierowca. Jednym słowem namiastka sielanki, przerwana właśnie dramatycznym rozwodem rodziców – wspomina. Z ogromnego domu na wsi pod lasem, mały chłopiec przeprowadza się do bloku w komunistycznej rzeczywistości w Tychach. – Nie potrafiłem się odnaleźć w nowym miejscu, w tym, co się działo – przyznaje.

Rodzice przy małych dzieciach nie powinni się nawet kłócić, nie tylko rozwodzić, bo swoimi głupimi aferzastymi decyzjami życiowymi zawsze szkodzą swoim dzieciom – jak widać na przykładzie typowego ćpuna Macieja Sikorskiego.

Maciej Sikorski wciąż ma w pamięci scenę, która wydarzyła się w dniu, w którym jego matka postanowiła odejść od ojca. – Mieliśmy pięknego psa, owczarka podhalańskiego Azę. Gdy pewnego razu przyjechał po nas służbowy Żuk taty i mama zapakowała nas do niego, Aza po prostu tego nie przeżyła. Nie wiem, czy pękło jej serce z rozpaczy, bo to ja z siostrą się nią zajmowaliśmy. Mama postanowiła uciec, bo miała już dość swojego mażłeństwa. Tego, że taty często nie było w domu, a jak przyjeżdżał, to grał na fortepianie i pił wino, a mama musiała przerzucać węgiel do piwnicy – opowiada Maciej Sikorski. Picie wina wkodowywane jest na każdej mszy przez księży katolickich i pastorów chrześcijańskich, co jest celowym rytualnym czarnoksięskim rozpijaniem społeczestwa, promocją alkoholizmu i winomszalnej narkomanii, zabójczej dla milionów ludzi rocznie w skali całego świata. Po przeprowadzce na Śląsk w jego życiu pojawiły się alkohol i narkotyki. Po katolicku mały Maciej Sikorski zaczął chlać wino jak ksiądz na mszy i ćpać cokolwiek, byle zagłuszyć uszkodzone alkoholem sumienie, które napełniło się chorobliwą nienawiścią do socjalizmu i komunizmu.

– Chciałem mieć ulgę od tego całego syfu, sączącego się zewsząd kłamstwa i podłej estetyki. A jeśli idealizuje się wolność, to często staje się ona ucieczką. To nie jest „droga do”, tylko „ucieczka od”. I ta ucieczka bardzo szybko skończyła się u mnie na manowcach – przyznaje Sikorski.

Pilnował żeby nikt nie podawał mi heroiny

Gdy ma 14 lat poznaje Ryszarda Riedla. Kolorowy ptak, który ma talent, pisze i śpiewa piosnki, jeździ po kraju. Dla lokalnej młodzieży staje się wzorem do naśladowania. Wszyscy chcą się z nim zakumplować. – Wydawało mi się wtedy, że ta znajomość to wielkie szczęście, że w tym syfie jest ktoś, kto sobie poradził, kto wygląda inaczej, zachowuje się inaczej, ma inne życie niż górnik na kopalni, czy pani w biurze. Zobaczyłem w nim człowieka, który śpiewa o poszukiwaniu wolności, choć pewnie trudno było szukać tej wolności w człowieku uzależnionym od heroiny – mówi.

Paradoksem znajomości z Ryszardem Riedlem jak mówi Maciej Sikorski było to, że człowiek, który tkwił w największym bagnie na kilka lat uchronił go przed narkotykami. – Pilnował żeby nikt nie podawał mi heroiny, bardzo nerwowo reagował na wszelkie próby. Nie była to dla mnie tama po wsze czasy, tylko ściana na kilka lat właśnie przez Ryśka. Być może dzięki temu dziś ja żyję, a moi koledzy, którzy wchodzili w narkotyki mając 15-16 lat, są już dawno po tamtej drugiej stronie – mówi. 

Zbawienie-od-Jezusa

Ćpanie narkotytyków, lżejszych czy mocniejszych, zawsze kończy się tak samo – przedwczesna śmierć, a najpierw zryty dekiel, zrypane życie, życie w fałszu, samozakłamaniu i obsesyjnym zajmowaniu się sobą (ksobność, obsesja na punkcie siebie i „mojości”). Heroina życia nie naprawi, nie zbawi, nie da szczęścia, w odróżnieniu od jogi i wschodnich medytacji, które zawsze wiodą do poprawy życia, szczęścia i zbawienia, do oświecenia i duchowego wyzwolenia. Nawet każda Dobra Wróżka jakich wiele, z kart Tarota wyczyta, że picie wina, gorzałki oraz ćpanie narkotyków takich jak marihuana, ayahuasca czy heroina – to droga samozagłady, upadek na samo dno. Wróżki radzą uwolnić się od narkotyków i dopalaczy, podjąć leczenie odwykowe. Wróżki od Tarota ratują w Polsce rocznie wiele tysięcy osób uwikłanych w alkoholizm i narkotyki, w pijactwo i ćpuństwo, także czasem ratują księży katolickich chorobliwie uwikłanych w codzienne pijaństwo winomszalne czyli wymuszany przez kościół codzienny winopilski, dionizyjski alkoholizm. Każdy ksiądz odprawiając przez wiele lat msze, staje się pijakiem, alkoholikiem, a często także pedofilskim zboczeńcem, gdyż w praktyce, kto pije codziennie pewną ilość wina – musi się stać pijackim alkoholikiem, amoralnym dnem, najpóźniej po kilku latach. Nie ma innej możliwości, gdyż alkohol uzależnia fizycznie i psychicznie, silnie uzależnia, nawet jak jest pity w małych dawkach, w kuflu piwa. Kto pije codziennie tylko jedno piwko, od lat, jest uzależnionym alkoholikiem do leczenia psychiatrycznego, podobnie jak ksiądz czy pastor uprawiający szatański orgiastyczny zwyczaj wypijania porcji wina mszalnego w czasie mrocznych kościelnych rytuałów.

„Zabrakło mi odwagi”

Heroiny dzięki „opiece” Ryszarda Riedla nie brał, ale mając 14 lat zaczął palić marihuanę, zaczął ćpalne jaranie i rycie sobie dekla, niszczenie mózgu, pozbawianie się rozumu. – Jeśli komuś wydaje się, że marihuana nie uzależnia, jest w błędzie. Ja wiem, że to nic innego jak trampolina do innych substancji. Od marihuany doszedłem w końcu do heroiny, używałem tego, czego tylko można było użyć – LSD, ekstazy, halucynogenów. To, że nie jestem uzależniony było jednym z wielu kłamstw, o których wspominałem wcześniej – przyznaje. Po skończeniu szkoły średniej Maciek Sikorski zdawał na studia. Wybrał prawo, choć w głębi duszy marzył o aktorstwie albo produkcji filmowej. 

tydzien_apostazji_odkatoliczanie

– To były moje cele, ale zabrakło mi odwagi. Myślę, że narkotyki mocno się do tego przyczyniły. Jest taka ułuda, że palenie otwiera na twórczość, na nowe doznania. To znowu oszustwo, bo mnie zdecydowanie osłabiło pewność siebie, nie miałem ani charakteru, ani motywacji. Zrezygnowałem ze zdawania do szkoły aktorskiej i wybrałem prawo, bo wiedziałem, że egzaminy zdam bez problemu. Od małego byłem chorowitym dzieckiem, które spędzało dni z nosem w książkach historycznych – opowiada.

– Przez długi czas byłem atakowany w nocy. Ktoś mnie dusił. Było to okropne uczucie. Traciłem oddech, dusiłem się, nie miałem czym oddychać. Na ratunek przychodziła wtedy modlitwa. – wspomina Maciej Sikorski. Zmory narkotykowe i pijackie są niestety bardzo uciążliwe.

To jednak nie sama demonstracja działania złego, ani tylko próba zrozumienia młodzieżowego buntu z muzyką Dżemu i ciekawymi wątkami znajomości z Ryśkiem Riedlem w tle. To nie tylko upadek (a raczej szereg upadków), po którym autor wyznaje: „Byłem w piekle. Nie polecam”. To nie tylko przestroga przed tzw. miękkimi narkotykami i błędnym przekonaniem, że zbawienie jest w winie mszalnym, co koduje ludzi na ścieżkę upadku i samounicestwienia w alkoholizmie winomszalnym. Do historii wyzwolenia Izraelitów z Egiptu autor przyrównuje wyprowadzenie go z niewoli, którą sam sobie zafundował z pomocą rodziców i ich rozwodu, a która zaprowadziła go nieomal do granic obłędu ocierającego się o samobójczą śmierć. Bóg, chwalebny Brahman, Allah, Jahwah, sam go odnalazł i na razie ocalił, chociaż zamiana narkomanii ćpuńskiej na narkotyczne uzależnienie od sekty radiomaryjnej, to ucieczka z jednego nałogu w drugi nałóg, chociaż ten drugi nie jest tak szkodliwy dla ciała – rujnuje jedynie psychikę, niszczy myślenie (jak to w sekcie).

„Zostałem przymuszony do odebrania sobie życia”

Studiów nie skończył, bo narkotyki skutecznie mu to uniemożliwiły. Po drodze zafascynował go amerykański ruch New Age, niestety w połączeniu z narkotykami to głupi pomysł. Zaczął treningi pseudo duchowe, udawał że medytuje jak to ćpuny mają w zwyczaju, profanował zjaranym mózgiem ćpuna wszelką medytację, a jednocześnie nadal obecne były w jego życiu używki. Nie doczytał sobie nawet buddyjskich nauk lamów Gautama Buddy, który wyraźnie stwierdza, że najpierw trzeba zaprzestać przyjmowania środków odurzających, a dopiero potem można podjąć medytacje. Ćpanie i jaranie to droga samozagłady, wedle duchowości wschodniej i jogi – odurzanie się, ćpanie i nietrzeźwość to droga awići czyli ścieżka samounicestwienia. Amerykański New Age to niestety złudna, uproszczona pseudo duchowość zachodnia, z prawdziwą duchowością Wschodu nie mająca praktycznie nic wspólnego. New Age to bełkot rozmaitych amerykańskich sekt, gdzie Jezus jest postacią głównodowodzącą, tyle, że to nie Jezus zakładał New Age, a amerykański kapitalistyczny biznes żądny skomercjalizowania wszystkiego. – To musiało w końcu otworzyć pewne wrota. Zostałem przymuszony przez jakąś siłę zewnętrzną do odebrania sobie życia. Dzięki Bogu każdy z nas ma swojego anioła, który go ratuje. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć, ale w moim życiu pojawiła się jakaś nadprzyrodzona interwencja. Zostałem cudownie uratowany i to był pierwszy impuls, który zaczął zmieniać moje życie. Nie był to jeden i ostateczny punk zwrotny, ale światełko w tunelu, które zaczęło zmieniać moje życie – mówi. Przyznaje, że proces zawracania z piekła narkotykowego był bardzo powolną drogą, w której najpierw narkotyki ustępowały miejsca pseudo duchowości jezusowego New Age, a dopiero potem otwarciu się na prawdziwszą duchowość.

Narkomani, w tym alkoholicy tak miewają, że są stadium ciemnej nocy umysłu i zmysłów oraz ciemnej nocy serca i duszy, a wtedy ich kryzys oczyszczający jest bardzo ciężki, jeśli spróbują czegokolwiek dla wyzwolenia się ze szponów nałogowego zaćpania czy zapijaczenia. Nawet amerykańskie namiastki duchowości rodem z New Age – mogą nasilać kryzys bagna jaki przechodzi ćpun czy alkoholik. Ciemne siły z demonicznych bram narkotykowego, psychodelicznego oszołomstwa chcą porwać swoją ofiarę w samounicestwienie, nasilają się ataki skłonności samobójczych – nawet jak ćpun czy pijak myśli trochę o ułożeniu sobie życia, pracy czy miłości. Ciemna noc narkotykowego zniewolenia większość swoich ofiar zatraca, a tylko nielicznym pozwala wyjść z nałogu w stan trzeźwości i ustabilizować umysł aby jako tako funkcjonował w codzienności, w normalnym życiu i pracy oraz miłości.

„Gdy siedziałem sam na środku pokoju, „medytowałem” marihuanę, poczułem przypływ czegoś zimnego, czegoś, co wzbudziło mój strach. Po chwili stała się rzecz jeszcze dziwniejsza. Ktoś lub coś poruszało na szyi moimi koralami. A nikogo nie było. Nagle zaczęły burzyć mi się myśli. Wpadłem w jakiś obłęd, który popychał mnie do tego, żeby spróbować się zabić (…). Drzwi, nieotwierane od wewnątrz, otworzyły się za naciśnięciem klamki. Ktoś je otworzył. Od środka. I nie byłem to ja. A ze mną w domu nie było przecież nikogo… Ja leżałem już bardzo osłabiony w wannie i pamiętam, że gdy M z kolegą weszli do łazienki, zareagowałem przedziwnie. Zacząłem krzyczeć nie swoim głosem, przypominającym głos deathmetalowego wokalisty. M też była przerażona, wiedziała, że ten głos nie należy do mnie. Moja reakcja była bardzo dziwna, bo w ciągu kilku sekund wskoczyłem w spodnie i bluzę i wybiegłem z domu” – tak opisuje to zdarzenie Maciek Sikorski w swojej tak zwanej książce. Duchowość wschodnia, tantryczna joga, od tysięcy lat ostrzega, że ćpanie narkotyków otwiera bramy do piekieł i światów demonicznych, a stany odurzenia narkotykowego zawsze połączone są opętaniem przez złe duchy i demony, przez rakszasy lub asury, a czasem i przez piśaća, jak joga i tantra zowią wszelkie diabelskie istoty, niewidzialne byty ze świata ciemności i mroku. Ćpanie narkotyków, zażywanie środków halucynogennych nawet jednorazowo, zawsze jest kultywowaniem najpotworniejszego rodzaju autodestrukcyjnego satanizmu, gdyż wszelkie środki psychoaktywne dające przeżycia urojone, halucynacje – są w swej istocie otwarciem na światy demoniczne, piekielne.

„Bogu spodobało się przyjść do grzesznika”

– To nie były tylko kursy satanizmu, czy ćwiczenia dla odstresowania się, ale wchodzenie w bardzo zawiłe, satanistyczne wręcz obszary. Chodziłem na imprezy techno z różańcem na szyi, bo traktowałem go jak amulet. Moja droga do nawrócenia była naprawdę bardzo długa. Nie znajdowałem na niej żadnego ukojenia, prawdziwego spokoju serca – mówi. W końcu nadszedł ten moment. – Miałem wielkie szczęście, że Bóg pojawił się w moim życiu, uznał, że jestem człowiekiem, który wymaga tąpnięcia, a nie łagodnego powiewu. To jego wkraczanie w moje życie składało się z kilku etapów, było osiąganiem pewnego stanu świadomości i szukaniem zjednoczenia. Zacząłem dostrzegać, że jest możliwa relacja, która istnieje jedynie w duchowości, że Bogu spodobało się przyjść do grzesznika, a ten na nowo zaczyna go odkrywać – mówi. Takiego nawrócenia z narkotyków na drogę prawdziwej duchowości doświadczył w latach 60-tych XX wieku znany buddysta wadżrajany – Ole Nydal. Budda stał się jego Zbawicielem, wyzwolił go z narkotyków. Niestety formy buddyzmu uprawiane przez Olego Nydhala, nie są czystym buddyzmem tybetańskim, są silnie skażone przez elementy chrześcijańskie. 

Buddha-Najwyższy-Lekarz-Dusz

Wśród przełomowych momentów swojego nawrócenia wymienia modlitwę do Boga oraz pewien koncert. – To był koncert holenderskiej grupy, jej wokalista zaprosił na scenę tych, którzy chcieliby opowiedzieć o swojej narkotykowej chorobie i potrzebie uwolnienia się od uzależnienia. Byłem jednym z nich – wspomina.

Maciek Sikorski jest związany ze światem pop kultury. Jest tak zwanym instruktorem teatralnym, założycielem teatru Exit, działającego przy Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych w Krakowie. 

Numerologia o demonizmie osobonazwy „MaciejSikorski”

Wedle numerologii wibracje osobonazwy „MaciejSikorski” to Nous z demoniczną wibracją liczby (17) czyli wcielony demon lub osoba opętana przez demony, niejako z urodzenia. Nie dziwi zatem, że uprawiał pijactwo i narkomaństwo, a winę za swoje demoniczne wybryki, w tym próbę samobójczą kłamliwie i oszczerczo próbował zrzucać na medytację i duchowość wschodnią, której nigdy nie praktykował, bo ćpunów i alkoholików najpierw kieruje się na odwyk, a do medytowania trzeba być trzeźwym jak uczy Kryszna czy Buddha. Amerykański New Age to produkt kalifornijski, amerykański, który nie ma nic wspólnego z duchowością wschodnią, z Jogą, Zen czy medytacją znaną z prawdziwej indyjskiej Jogi. New Age jest wytworem amerykańskich satanistów i narkomanów satanistycznej rewolucji seksualnej z lat 60-tych XX wieku. Nic dziwnego, że pijakom i ćpunom zdarza się pociąg uzależniający także do satanistycznego New Age, produktu amerykańskiego z Kalifornii i Hollywood. Demoniczny Sikorski Maciej ciągle będzie przejawiał jakieś negatywne diaboliczne cechy, bo wibracja czarnej loży panów ciemności w Nous (Liczba Ducha) to silna czarnomagiczna czy czarnoksięska wibracja. Takie osoby zawsze idą do demonicznych złych sekt, takich jak Radio Maryja czy Opus Dei albo do Kościoła Szatana czy rzymskiego demona Vaticanusa, w swej istocie Lucyfera (ojca kłamstwa i demagogii). Do tego wibracja Gematrikonu także jest w sumie liczbą (17) – co powoduje, że osobnik ten jest zasilany przez złe wibracje piekielnej czarnej loży diabła i szatanów oraz demonów.

Imię „Maciej” w Soma ma wibrację końcową (23) co pokazuje także zewnętrznie demoniczny charakter zachowań i działalności posiadaczy tego imienia, czasem tylko zewnętrznie demoniczny wygląd, koszmarną prezencję. Zawsze gdzieś zaszkodzą temu co dobre, zawsze coś odwalą szkodliwego, a jeszcze są przekonani, że dobrze uczynili. Szkalowanie wschodnich medytacji i wschodniej duchowości przez narkomańskich ćpunów pod szyldem rzekomego nawrócenia to akurat jest rodzaj szkodzenia temu co jest dobrem absolutnym i wiekuistym. Wszak nawet Jezus praktykował medytacyjną jogę i wschodnie medytacje zdobywając dzięki nim boskie moce o których bez duchowości wschodniej pomylone pijaństwem winomaszlnym chore umysłowo sekty katolickie i chrześcijańskie mogą tylko pomarzyć. Joga to Droga do Boga, oczywiście nie sama gimnastyka dla ciała z jogi wyrwana przez amerykański fitneess biznes, a cała Joga wraz z całą jej duchowością, medytacją, kontemplacją, mantrami, krijami i samadhi. Prawdziwa wschodnia Joga to od zawsze najlepsza Droga do Boga i Zbawienia.

Nie ma zbawienia w skłóconych i pomylonych sektach uprawiających pijacki kult winopilstwa na każdej mszy kościelnej. Chlanie wina w kościele obraża Boga i wiedzie wyznawców takich pomylonych pijackich sekt na samo dno piekieł, razem z ich gorzelniami gdzie ów narkotyk trujący diabelski winem mszalnym zwany pędzą w pomyleniu umysłowym wywołanym przez pijaństwo dionizyjskiej herezji właśnie. Pijaństwo winomszalne powoduje silne zaburzenia zmysłów u pseudo kapłanów pijackiego kultu winomszalnego, co skutkuje chociażby masową pedofilią księży i pastorów oraz wieloma innymi wynaturzeniami i wszeteczeństwami kościelnymi czy pastoralnymi. Picie wina jest częścią liturgii ogólnoświatowego Kościoła Szatana i Kościoła Lucyfera w każdej ich postaci, także w tej watykańskiej… 

LINKI 

Terapia odkatoliczania kobiety: 

http://antypedofilskie-bractwo-himawanti.blogspot.com/p/terapia-odkatoliczania-kobiety.html  

Paranoia Catholica – obłąkanie i zaburzenia umysłowe katolicyzmu oraz pijaństwa winomaszalnego: 

http://antypedofilskie-bractwo-himawanti.blogspot.com/p/paranoia-catholica.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s